Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imprezy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imprezy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 grudnia 2014

Yeahbunny #4

Minęło parę dni, ochłonąłem, to mogę skrobnąć parę słów o kolejnej edycji imprezy będącej swego rodzaju zwieńczeniem BMXowego roku w Polsce.
Podobnie jak 2 lata temu część kinowa odbyła się w domu kultury na Ursynowie, a część pijacko-nagrodowa w OSiRze na Tamce (podobno nigdzie indziej nas nie lubią). Frekwencja na sali pokazała, że wciąż jest sens organizować ten spęd, powiedziałbym nawet, że z roku na rok jest coraz lepiej. I to nie tylko patrząc pod kątem ilości osób siedzących na schodach (bo zabrakło miejsc), ale też poziomu tego, co te tłumy z najróżniejszych zakątków Polski ściągnęło do stolicy - filmów.
Na początek prawdziwa perełka - dość surowy materiał z Woodcampu 2005 od Kuby Banaka. Duża część z obecnych na sali nie pamięta nawet nie tyle czasów tych obozów, ale nawet czasów, gdy Woodcampy funkcjonowały jako legendy opowiadane przez starszych kolegów. Po tej projekcji z pewnością żałowali, że nie urodzili się dekadę wcześniej. Albo i nie. W każdym razie sądząc po dźwiękach z sali podobało się.
Następnie mieliśmy blok filmów krótszych, z których mi najbardziej spodobał się nowy Fled (uroczo nazwany "Nafledek") oraz chillowy film od Trepana. Kuba postanowił pójść za ciosem i do 9-letniego Woodcampu, dorzucił 3-letni EC 4 Jam. Daniel Wałachowski z kolegami pokazał się w para-dokumentalnym filmie o tripie po Holandii (znaczy takim na rowerach z rowerami czy jakoś tak...). Warszawska młodzież której w większości nie kojarzę zaprezentowała sporo dobrego streetu. Allday przywiózł ze sobą najlepsze kawałki z tegorocznych editów swoich riderów, sklejone w jedno video. Podcast tradycyjnie rozczarował jakimś sucharem (chyba będę się sądzić za bezprawne wykorzystanie mojego wizerunku). Ja natomiast nie zrobiłem nowego meha. Tzn. zrobiłem, ale z pełnoprawnego meha 2 jest tak naprawdę kilkanaście ostatnich sekund które możecie uznać za trailer. Reszta za rok.

meh. teaser + 2015 trailer from koczkodan on Vimeo.

Tych krótkich filmów było więcej, ale nie sposób o wszystkich wspomnieć (nie wszystkie zresztą trafiły już do sieci, dlatego śledźcie bunnyhopowego fejsa). Wspomnę jeszcze tylko o nowym No Big Deal, który... okazał się całkiem niezły. Serio. Spoko klimat, Dedo i Sendyk fajnie pojechali, obiektyw prawie czysty, przemyślane (tym razem) ujęcia. Klama nie klaskała, Patison kręcił nosem, ale dla mnie pozytywne zaskoczenie. Nie była to może najlepsza pozycja podczas seansu, ale w porównaniu z jedynką o której pisałem przy okazji poprzedniej edycji Yeahbunnego widać pracę idącą w dobrym kierunku. 
W tym miejscu przejdę do filmów dłuższych. W tej kategorii (tj. długości) prym wiódł All In trójmiejskiej Ekipy. Niestety tak jak pisałem przed rokiem o NBD, aby robić film BMXowy mający 52 minuty, naprawdę trzeba mieć co pokazać. Jak widać przy 40 minutach jest podobnie. Dobrze, że chłopaki się nie spięli i sami żartowali, że są "tegorocznym noł big dilem". Zwłaszcza, że jak pokazuje przypadek Jankesa i jego filmu, może być już tylko lepiej. 
Najbardziej wyczekiwanymi produkcjami były chyba jednak dwa filmy od konkurencyjnych bydgoskich sklepów. Proletaryat pochwalił się swoim Euro Tripem, chociaż największe emocje wzbudził końcowy part Miha - pożegnalny edit z Krakowa, który z pewnością pomógł Michałowi zdobyć nagrodę dla "yeahbunnego ridera" roku (a skoro już jesteśmy przy PRLu to "yeahbunnym filmowcem" został Łowka).  
BMX Life natomiast uderzył kolabo z Klamą. I tu zaczyna się ten moment w którym nieprzespana noc zaczęła wdawać się we znaki. Wojtek Nieżychowski lipy nie odwala, riderzy to też ścisla streetowa czołówka, więc z pewnością film był dobry (zgarnął w końcu yeahbunną nagrodę w swojej kategorii) - niestety ja przysypiałem już ze zmęczenia. Jeszcze mniej pamiętam z kończącego seans GOP, więc napiszę tylko, że był. Aaaa Norek, zajebiste slajdery, a Zbigniew nothing z railride'a? A może mi się śniło...
After spoko, nie zgubiłem tym razem czapki (w przeciwieństwie do Sana). Co do reszty nagród to nie pamiętam kto co dostał. Na pewno Paraś za weterana i SKNY za small biznes. A skoro jesteśmy przy nagrodach, to poza Kubą swoje medaliony rozdał też BMX Podcast. Dalej nie do końca rozumiem idei "Złotych Cyryli" (tzn. czy jak się jest laureatem to dobrze, czy raczej niekoniecznie...), ale chyba całkiem spoko wyszło. Trochę szyderczo, trochę czepialsko, mocno tendencyjnie, ale przede wszystkim można się było pośmiać, miało to swój wymiar kabaretowy i chyba o to chodzi. 
Podsumowując, jeżeli ktoś tracił wiarę w sens tej imprezy, to chyba odzyskał ją z nawiązką.


wtorek, 11 listopada 2014

Gala BMX 2014

Uff... Pierwszy wpis od marca. Koniec roku, zbliżają się rożnego rodzaju podsumowania. Na pierwszy ogień Gala BMX od Jamaj Events. Taa... Krótko moje typy:

Flat: Angus. Po prostu, ten rok był jego.
Impreza: Musztarda X. Bez dwóch zdań. jeżeli ktoś uważa inaczej to albo nie był, albo się nie zna. Aktualny wynik głosowania sprawia natomiast, że jest mi smutno.

Reszta kategorii mnie nie obchodzi, ale głosujcie na Witka w dircie. Swój człowiek (chociaż nie mam pewności czy zdążył w tym roku coś polatać przed operacją kolana).


Mógłbym w tym miejscu ponarzekać nad sensem takich plebiscytów, pośmiać się ze spiny niektórych nominowanych w streecie, ale zamiast tego skupię się na pozytywach. Impreza odbędzie się 29 listopada na Burn Bowlu. Rok temu była zdaje się rura w klubie, tym razem zapowiada się jeszcze bardziej prawilnie. Co prawda jest coś wspomniane o oddalonym o 200 m klubie gdzie ma się odbyć after, ale liczę na to, że przenosiny nie będą obowiązkowe. Chyba nie muszę pisać gdzie będzie lepszy klimat...

wtorek, 25 czerwca 2013

Mistrzostwa Polski Vert - video relacja

Krótka relacja z zawodów które odbyły się 16 czerwca na warszawskiej Jutrzence. Aby nie przedłużać wspomnę tylko, że wystartowało 8 osób. Wygrał Wróbel, drugi był Ząbi a na ostatnim stopniu podium uplasował się Klosiu. Osobne gratulacje dla Mariana i Pandy którzy przełamali się tego dnia i zaliczyli swoje pierwsze drop-iny na jutrzenkowym vercie. Być może była to ostatnia ku temu szansa - rampa z jury zniknie na pewno a co stanie się z nią później? Na razie brak odpowiedzi na to pytanie.


Mistrzostwa Polski Vert 2013 from koczkodan on Vimeo.

czwartek, 17 stycznia 2013

EC4 speszjal

Video miało swoją premierę (jak to dumnie brzmi) na yeahbunnej imprezie 2. Nie do końca mi się podoba, ale podziękujcie patisonowi który jak zwykle nie wywiązał się ze swoich zadań i dlatego musiałem na ostatnią chwilę składać Łódź zamiast innego projektu za który już pewnie się nie wezmę. Ma to oczywiście też dobre strony bo chłopaki się przez lata nakopali a Witek ładnie o wszystkim opowiedział, więc szkoda by było gdyby materiał trafił do szuflady. Przepraszam za problemy z dźwiękiem ale tak to jest jak się biega z mikrofonem owiniętym kablem.

niedziela, 18 listopada 2012

Bmx freestyle awards a sprawa płaska

Wczoraj odbyła się trzecia edycja bmx freestyle awards. Takie bmxowe Oskary. Najpierw internauci głosują na swoje typy a potem z wyłonionych pierwszych piątek sędziowie wybierają tego najlepszego. Zadanie to jest oczywiście trudne bo bmx to nie podnoszenie ciężarów ani bieg na 100 m gdzie wyłonienie zwycięzcy ogranicza się do odczytania uzyskanego rezultatu. Czy jest w ogóle możliwe w niektórych przypadkach określenie jaki styl jazdy jest lepszy? Pomińmy to jednak, tłumy na gali (a także ilość oddanych w necie głosów) pokazują, że jest na to jakieś społeczne zapotrzebowanie. Trochę nieszczęsna pozostaje jednak formuła głosowania. Najlepiej to widać w kategorii young blood, gdzie zwycięzca wg publiczności, uzyskał jakieś półtora tysiąca głosów. Dla porównania we flacie Łowka chyba jako jedyny przekroczył setkę a połowa startujących pewnie nawet nie miała pojęcia o samym konkursie (Malina np. dowiedział się na miejscu). Inaczej mówiąc był to raczej konkurs popularności. Jak w amerykańskich serialach o nastolatkach z high school. I nie zgodzę się przy tym z Jamajem który narzekał, że polski flat jest w tak słabej kondycji, że wśród piątki nominowanych znalazł się Patison, który nawet nie jeździ flatu. Słabą kondycją wykazali się sędziowie którzy sami zgłaszali część kandydatur a resztę dodawali na życzenie głosujących. Skoro na pierwotnej liście znalazł się Patison a nie było na niej ani Micha ani Maksymiliana to sorry, ale jak mam traktować to poważnie? Tu nawet nie chodzi o znajomość tematu ale zwykły brak chęci. W tym roku odbyły się aż dwie flatowe imprezy. Wystarczyło zerknąć na ich wyniki. Oczywiście flat jest nieco undergroundowy a raczej powiedziałbym cechuje się takim zdrowym podejściem, gdzie wciąż najbardziej liczy się zwykły fun. Łowka wygrał bo to było wiadome od początku. Obiektywnie patrząc tak czy inaczej zasłużył, dostał też najwięcej głosów. Ale tak jak rok temu oddał statuetkę Kraszowi tak tym razem odbierając powiedział, że przekaże ją Michowi bo ten powinien po tylu latach zostać jakoś doceniony. Podejrzewam, że wiele osób widziało jego jazdę po raz pierwszy właśnie na gali, na tej kilkudziesięcio-sekundowej prezentacji. Z drugiej strony czy flat potrzebuje akurat takiej formy promocji? Co to właściwie zmienia? Prestiż samej statuetki też jest raczej "taki sobie" skoro kategoria flat na awardsach nie miała nawet sponsora...

poniedziałek, 22 października 2012

Królik i ec4, czyli jesienne jamowanie

Miałem wspomnieć w paru słowach o jamie z królika który odbył się przed tygodniem, ale jakoś w między czasie dowiedziałem się o imprezie na ec4 trails w Łodzi z której wróciłem wczoraj wieczorem, więc nie będę już tego rozbijał na dwa wpisy. Zachowajmy jednak chronologię i na pierwszy ogień weźmy jam w kamuflage skatepark. Tym samym na który narzekałem ostatnio jako "skateboards only". Jak widać właściciele poszli po rozum do głowy i przynajmniej na okres zimy postanowili wpuścić na salony także 20". Z tej okazji warszawski instytut bmx (czyt. Ząbi) oraz bunny hop zorganizowali całkiem sympatyczna imprezę z jeszcze sympatyczniejszymi nagrodami w postaci różnego rodzaju przetworów: ananasy, ogórki, pasztet i jakże by inaczej - dżem, znalazły się w ogromnym pudle do którego prl i allday także dorzucili jakieś fanty. Warto wspomnieć, że to drugi jam z królika. Poprzedni również miał miejsce w kamuflage skatepark, ale jeszcze tym starym, w Blue City. I był ostatnią imprezą jaka się tam odbyła przed jego zamknięciem. Tym razem okoliczności były bardziej sprzyjające bo jam zamiast coś kończyć, dał początek. Nie wiem jak to wyjdzie w praktyce bo tradycyjnie deskarze coś tam jęczą o niszczeniu przeszkód ale to standard. Zresztą zużycie przeszkód to coś normalnego niezależnie od tego czy jeździ się po nich na desce czy na rowerze. No chyba, że ktoś przyjeżdża tam tylko po to, aby pograć w skate'a na kawałku płaskiego podłoża (najlepiej tak, aby zablokować najazd na przeszkody)... W każdym razie już podczas pierwszej konkurencji, rozegranej na dwóch quarterkach (jeden z półką i płyciutkim sub boxem, drugi z wallem) Oskier i Zombik pokazali, że chociaż park jest mały to daje sporo możliwości. Swoje dorzucili też Wróbel i Maniek a potem zaczęła się sieka na sekcji streetowej. "Sieka" to dobre słowo, bo chaos był taki, że wszyscy wpadali tylko na siebie. Mimo to poleciało kilka kos, w tym te Krasztesta który tradycyjnie połączył street z flatem. Potem trochę się rozluźniło, większość dzieciaków rozjechała się do domów i można było normalnie pojeździć. Zawody przeniosły się na quarter i nawet Kuba dał się namówić do wzięcia w nich udziału. Na koniec jeszcze Wróbel postanowił zrobić taką oto akcyjkę i pomału można było się zbierać. Impreza jak najbardziej udana, sporo osób (pomimo tego, że jam został oficjalnie ogłoszony na ostatnią chwilę), przyjemny parczek, luźna atmosfera... Czego chcieć więcej?
Jeżeli druga edycja jamu z królika była słabo nagłośniona, to co powiedzieć o tej na ec4? Jasne, Witek coś nam wspominał już na Balticach, że jam, że w listopadzie... Tymczasem wypadło na drugą połowę października a info pojawiło się praktycznie tylko na fanpejdżu łódzkich trailsów i na bunny hopie (dzień przed imprezą). Ale czy to ważne? Ci co mieli się dowiedzieć i tak się dowiedzieli i chociaż w porównaniu z imprezą sprzed tygodnia frekwencja nie była oszałamiająca to nie ma co narzekać. W planach nie było żadnych contestów, zawodów, nagród. Po prostu zwykłe trailsowanie, jazda po pumptracku a na koniec ognicho. I git. Pogoda do biwakowania była świetna, jako że chłopaki wstrzelili się w chyba najcieplejszy październikowy weekend. Ze skakaniem było trochę ciężej bo hopy nie do końca wyschły ale Wróbel a także lokalsi z Witkiem i Bączkiem na czele latali aż miło. Od siebie dodam, że ogrom ec4 trails niemal zwalił mnie z nóg. Widziałem wcześniej zdjęcia, filmiki itp. ale wrażenia na żywo są jeszcze lepsze. Nie będę teraz opisywał co i jak bo Witek wam to wszystko przedstawi w poscastowym materiale który nakręciliśmy i który mam nadzieję, że wjedzie na serwery szybciej niż te poprzednie. Szkoda, że nie mieliśmy jakiegoś reflektora aby nagrać to co działo się w nocy. Szalona jazda po pumptracku w egipskich ciemnościach i wybuchający kanister z benzyną na nagraniach obecne są raczej tylko jako audio i chociaż ten ryk potępieńców na pewno robi wrażenie to nawet w najmniejszym stopniu nie oddaje szaleństwa tamtego wieczoru. W niedzielę jeszcze trochę ponagrywaliśmy, Wróbel rozwalił sobie kolano (mam nadzieję, że nic poważnego), Bączek cierpliwie wypełniał nasze polecenia latając cała trasę z milion razy abyśmy mogli jak najlepiej przedstawić ją na filmie... I to w zasadzie wszystko. Pozdro dla chłopaków za zbudowanie tak fantastycznego spotu własnymi rękami, dla Bączka za gościnę i pyszne śniadanie i dla wszystkich którzy się tam pojawili i stworzyli mega atmosferę.

sobota, 29 września 2012

Parę słów (i ruchomych obrazków) po Baltic Games

Od Balticów minęło już sporo, ale z uwagi na świeżo złożony podcastowy bonus (który podobnie jak pełen piąty odcinek Bmx Podcast Video macie na dole tego przydługiego tekstu) pozwolę sobie na pewnego rodzaju podsumowanie.
Do Trójmiasta pojechałem razem z Cyrylem i Witkiem w czwartek, czyli w pierwszy dzień imprezy. Przez wspaniały plan dojechania na miejsce o jakieś marne 10 zł taniej niż bezpośrednim ekspresem, utknęliśmy w Olsztynie gdzie mieliśmy przesiadkę. Sam za tym planem obstawiałem, więc tym bardziej poirytowany siedziałem na skąpanym słońcem peronie wyczekując pociągu który zabierze nas do Gdańska. Peronie na stacji widmo wypadałoby dodać, bo poza panią w małym sklepiku nie było tam nikogo z obsługi. Dlatego też bez obaw o sokistów Witek naznaczył kołami dworcowe budynki a Cyryl sprawdził wytrzymałość krawędzi peronu grindami. Mimo godzinnego opóźnienia byliśmy jednak na czas bo organizatorzy imprezy poszli nam na rękę fundując wszystkim jeszcze większą obsuwę. Pierwszego dnia nie było zbyt wielu ludzi ale to zrozumiałe. Mieliśmy w końcu czwartek a w planach były jedynie kwalifikacje oraz trening zaproszonych zawodników gdzieś pod wieczór. Mimo to skatepark przed Ergo Areną, stoiska proletaryatu, allday, dartbmx (nie mylić z dartmoorem!) i innych, wielka poducha w którą można było cisnąć flipy, trampbike od ave i inne atrakcje już wtedy cieszyły się całkiem niezłym zainteresowaniem. To pewnie byłoby większe gdyby nie padający co jakiś czas deszcz, ale na szczęście kolejne dni były już słoneczne. Wróćmy jednak do zawodów i pierwszej rzeczy przez którą poczułem się zawiedziony: nigdzie nie było rozpiski kto i w jakiej kolejności startuje w kwalifikacjach. Tzn. ok, rozpiskę taką mieli Jamaj z Catfishem (tak jest, z tym Catfishem!) oraz czwórka sędziów (Łowka, krakowski Maciek freecoasterowiec, Maniek z Pzn i Suszczen jakby to kogoś interesowało). Czy raczej dwie rozpiski, bo ponoć były tam pewne rozbieżności. Trochę słabo to wygląda kiedy porównamy Baltic Games do Simple Session gdzie już na kilka dni przed imprezą można sobie takie rzeczy spokojnie sprawdzić w necie. Dlaczego odnoszę się do SS? Bo odwoływanie się do jakichkolwiek innych zawodów organizowanych nad Wisłą chyba nie ma tak naprawdę sensu. Przyznam, że były to moje pierwsze Baltici więc nie wiem jak było w poprzednich latach. Wiem jednak, że w tym roku miało już być konkretnie, z pompą, "światowo" (a przynajmniej "europejsko"). To dlatego po raz pierwszy BG miało miejsce w hali, park był większy, bilety kosztowały więcej (ja akurat wlazłem za free, więc nie będę się wypowiadał czy cena była adekwatna czy też nie), na majku szalał Catfish a wszystko to wspierał monster energy który przywiózł ze sobą takie persony jak Greg Illingworth (RPA), Kevin Peraza (USA) czy przede wszystkim wabik na wszystkie emo hipsterskie gówniary - Harry Main (UK). Pozostałe nazwiska też robiły wrażenie: Drew Bezanson (CAN), Daniel Dhers (VEN), Brian Kachinsky (USA), kilku prosów z Anglii, że o tych z Czech, Słowacji, Niemiec albo z krajów na wschód od Polski nie wspomnę (a i jakiś rodzynek z Meksyku jak Daniel Sanchez też się trafił). Dlatego oczekiwania przed imprezą były spore. Jasne, Simple Session ma dłuższą tradycję a nazwiska które pojawiły się wyżej to na nim standard. Jednak chyba o to chodzi aby równać do najlepszych? Dlatego brak informacji o startujących (nie licząc tych zaproszonych, chociaż dokopać się do tego też nie było tak łatwym zadaniem) uważam za poważny minus. Podobnie jak brak transmisji z pierwszego i drugiego dnia BG. Eliminacje pokazały ponadto, że podział zawodników na "zaproszonych" i resztę też był nie do końca przemyślany. Pewnie oglądając ostatni video podcast myśleliście sobie, że Suszczen słodził trochę swojemu team riderowi, że przesadzał. Ja mimo swojej całej awersji do darta (który nie jest dartmoorem, zapamiętajcie to sobie!) podpisuję się pod tymi słowami w stu procentach. Tak, "koleś zniszczył". Kwalifikacji całych nie oglądałem, raczej snułem się po obiekcie zmęczony podróżą. Przejazdy Vikorsa Kronbergsa miałem jednak okazję oglądać w całości i zwłaszcza jeden z nich (już nie pamiętam czy pierwszy czy drugi) to prawdziwa kosa za kosą. Ogromny front na największym jump boxie, flairwhip, 720, backflip double whip - wszystko czyściutkie, jedno po drugim i na mega wysokości. W finale już nie poszło tak dobrze (nerwy, zmęczenie, "sopockie powietrze" o którym wspominał Cyryl w rozmowie z Pirobojem?), ale po kolei. Wszakże był jeszcze dzień drugi, czyli półfinały i kolejna organizacyjna wpadka. Okazało się, że pierwszego dnia nie wszyscy zapisani do zawodów zostali wyczytani a ponieważ głupio byłoby ich wydymać w ten sposób (80 zeta wpisowego piechotą nie chodzi) automatycznie dostali się do półfinału. "Szczęśliwcami" o ile mnie pamięć nie myli byli Cisek i jeszcze dwóch czy trzech innych riderów. "Szczęśliwcami" bo nikt nie przekreślał ich szans na to aby dostali się do półfinału w bardziej tradycyjny sposób a teoretycznie stracili przez to jeden przejazd - dodatkowa minuta sławy też ma swoją scenę. A właśnie: piszę i piszę, a nie wspomniałem ani słowem o tym jaką formę miały same przejazdy. Była to pewnego rodzaju hybryda klasycznego startu w stylu "masz tyle a tyle czasu, jeździj aż się skończy" a modnej od jakiegoś czasu bardziej "jamowej" formy. Innymi słowy 2 przejazdy chyba po minucie każdy, ale zawodnicy byli podzieleni na czteroosobowe grupy (dzięki czemu krócej czekali między pierwszym a drugim wyjazdem na park). I o ile do samej formy ciężko się przyczepić to odmierzanie czasu pozostawiało wiele do życzenia... Ja wiem, że tak jest zawsze. Sam pamiętam jak zgrywałem z kamery przejazdy z Jutrzenka Comeback (do obejrzenia gdzieś w czeluściach youtuba) i ten Wróbla miał 4 minuty a kogoś innego dwie (z czego oczywiście u Wróbla te dwie to czajenie się do jakiegoś killera na koniec, więc można to przeboleć). Wiem, że model odmierzania czasu rodem z Cicle of Balance (całość do obejrzenia tutaj - polecam!) byłby ciężki do wcielenia na zawodach z tak dużą liczbą uczestników, a park to nie flatland. Wiem też, że z powodu obsuwy czasowej trzeba było się streszczać. Tylko dlaczego niektórzy ze startujących nie dostali nawet obiecywanego im minimum? Dobrze, dość tego narzekania bo wyjdzie na to, że impreza była kompletną klapą. A nie była. Poziom drugiego dnia był jeszcze wyższy niż pierwszego. Z konkretnych sztuczek/przejazdów warto pochwalić Piro który zaliczył między innymi czyściutką hard 360 z fifti pod górę. Ten (i parę innych równie sympatycznych trików) sprawiły, że jako jedyny (!) "czysty" streetowiec awansował do finału. Oprócz niego z Polaków dostali się jeszcze Skejcik, Leszczu i Szamanek. Na pochwałę zasługuje też moim zdaniem skatepark. Większy niż w poprzednich latach z całkiem dobrze zachowanymi proporcjami pomiędzy częścią streetową a tą do latania na jumpboxach/quarterach. Witek z tego co pamiętam narzekał w którymś podcaście na brak klasycznej mini rampy. Ja dodałbym trochę za prosty układ który sprawiał, że park nie dawał takich transferowych możliwości jak choćby ten z tegorocznego simpla. Prosi narzekali też trochę na duży jumpbox ale ostatecznie został przesunięty i chyba wszyscy byli w miarę zadowoleni. Reasumując był to jednak całkiem spoko, typowo contestowy park i mimo, że nie byliśmy świadkami żadnych "first time'ów" to przejazdy zwłaszcza w finale były przyjemne dla oka. No to teraz znowu trochę ponarzekam. Dzień trzeci i ostatni to już znacznie więcej ludzi i znacznie zaostrzona praca ochrony. O ile pierwszego dnia na teren przed Ergo (stoiska, ogólnodostępny skatepark) wszedłem przez nikogo nie zatrzymywany, tak trzeciego nie wpuszczali już nikogo bez specjalnej opaski. A tych było kilka rodzajów: vipowskie, nie-vipowskie, dla sędziów, zawodników, jednodniowe papierowe... My mieliśmy do dyspozycji jedną vipowską (dla mnie abym mógł łazić z kamerą po parku i wejść na platformę) i dwie zwykłe. Oczywiście człowiek-survival czyli Witek zaraz załatwił sobie jakąś lewą vipowską. Oprócz tego znalazł pedały w koszu na śmieci (całkiem sprawne), wyczarował skądś lekko przyschnięte resztki pizzy (nie narzekam, też zjadłem), wprowadził nas na stołówkę dla pro (darmowe żarcie i piwo!), znalazł gustowny płaszcz wracając z aftera i przemycił na Ergo tony jedzenia i picia (jeszcze zanim odkryliśmy to za friko). Cyryl nie był tak obrotny i trzeciego dnia ze zwykłą opaską ochroniarz nie chciał go wpuścić do press-roomu. Oczywiście bardzo miła pani ogarniająca to wszystko szybko rozwiązała sprawę dając mu jakaś dodatkową papierową opaskę, ale czy tak trudno było zrobić osobny kolor dla mediów? Może się czepiam, może to na co narzekam to szczegóły, ale te szczegóły często stanowią różnicę. Wracając do zawodów finał odbył się już chyba bez większych opóźnień a z ciekawszych akcji można wspomnieć truck driver drop z największego quartera Bezansona, transfer poza skatepark Illingwortha, wysoką dekadę na quarterze Perazy, potrójnego tailwhipa Daniela Tünte (GER), triple trucka Jacka Clarcka (UK) czy 360 whipa do late 360 Dhersa. O flarze drop in Maina już nawet nie piszę bo pewnie wybudzony w środku nocy zrobiłby ją perfekcyjnie, więc chociaż widziałem ten trik po raz pierwszy w życiu (w sensie, że na żywo) to mam świadomość, że dla wykonującego była to drobnostka. Z Polaków najlepiej wypadł Skejcik (min. flair barspin) i zgarnął za to osobną nagrodę. Widzę tutaj ukłon w stronę Simple Session i to bardzo dobry ukłon, bo impreza poza pokazaniem polakom zagranicznych prosów wspiera też w jakiś sposób lokalną scenę i mobilizuje rodzimych riderów do tego aby zaprezentowali się z jak najlepszej strony. Dziwi mnie tylko kolejność startujących w finale bo o ile dobrze pamiętam nie miała wiele wspólnego z tym jakie miejsca zajęli zawodnicy w półfinale. Dzięki temu uzyskaliśmy "polską czwórkę" ale czy było to konieczne? Zawody wygrał Drew, drugi był Main a trzeci Dhers. Sędziowanie było chyba spoko bo nie słyszałem jakiś większych zarzutów co do wyników. Oczywiście zawsze są jakieś różnice zdań ale porównując to z krzykiem jaki towarzyszył niektórym imprezom z przeszłości śmiem twierdzić, że tym razem było nad wyraz spokojnie. Na koniec był oczywiście best-trick i kolejna rzecz do której się przyczepię. Nie będzie to jednak przytyk w stronę organizatorów bo wynikało to po prostu z powielania wzorców z innych, o wiele większych zawodów (i nie mam tu na myśli jedynie SS). Po pierwsze best-trick na dobrą sprawę nie jest już best-trickiem. Powinno to się nazywać raczej best-tricks bo nagradzana jest nie jedna sztuczka a kilka tych najlepszych. I o to pretensji nie mam, bo czasem nawet trudno wybrać coś co jest najlepsze. Z drugiej strony można było chociaż podjąć próbę... Druga sprawa to forma, czyli klasyczny jam-chaos. Wszyscy jeżdżą na raz, wpadają na siebie, przeszkadzają sobie i chociaż ograniczają się tylko do części parku to nie sposób wszystkiego ogarnąć i łatwo coś przeoczyć (tyczy się to także komentujących-oceniających, chociaż tym razem chyba nic większego nie uszło ich uwadze - gratsy Catfish & Jamaj!). Ja zaobserwowałem między innymi dekadę Perazy najpierw w górę a potem w dół banku, próby 180 do backward ice do tooth bonka Kachinskyego (nie wiem czy w końcu siadło), Sępa z whiplashem z sekcji streetowej na płaskie, Piro z fifti do over 180... Nie widziałem za to tricków Ząbiego (rodeo, condor na murku w dół i coś jeszcze) który chwalił mi się, że zgarnął więcej kasy niż Brian. Potem przenieśliśmy się na mniejszego jumpboxa (taki trochę step-up bym powiedział) gdzie nie było już problemu z wpadaniem na siebie no ale właśnie... Czy takie ścisłe wytyczne na czym ma się odbyć best-trick są aby na pewno dobre? Ok, unikamy w ten sposób decydowania co lepsze: kombo grindów czy jakaś sieka w powietrzu. Przy jam session łatwiej też ogarnąć co się dzieje na parku. Z drugiej strony zabija się wszystkie chore próby transferów, dropów itp. Wróćmy jednak na jumpbox gdzie mogliśmy między innymi podziwiać podwójnego backflipa (no, lekko podpartego ale Catfish dał hajsy więc wychodzi na to, że zaliczony) a także efektowne gleby przy decade to late 360 Perazy (+ skoszenie lampy bodajże Urosa z Ave) czy frontflip tailwhip Kronbergsa. I tyle. Oczywiście można napisać jeszcze sporo o samej imprezie (a jeszcze więcej o afterach na sopockim molo, ale zostawię to jako KMWTW i PDK) jednak nie będę was zanudzał. Impreza była jak to zauważył Witek bardzo komercyjna. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy, jednak pomimo tych drugich fajnie, że coś takiego odbyło się w Polsce. Wbrew temu co czytałem później u niektórych na fejsie nie zauważyłem jakiejś poważnej wtopy jeżeli chodzi o frekwencję. Może na streamingu było widać trochę pustych miejsc, ale ludzi przewinęło się przez te 3 dni naprawdę sporo. I były to zarówno rodziny z dziećmi jak i osoby jak najbardziej z "klimatów". Części z nich nie widziałem już baaardzo dawno i naprawdę cieszę się, że na siebie wpadliśmy czy to na Ergo Arenie czy też podczas aftera. Bawiłem się świetnie i mimo tego, że trochę ponarzekałem w niniejszym tekście, to nie mogę się doczekać kolejnej edycji. Do zo za rok a poniżej jakieś materiały video. Być może ostatnie w tej formie.




piątek, 7 września 2012

Bmx Podcast Video#4 (Master Musztarda Jam vol. 8)

Krótko: po pewnej obsuwie wracamy z video-odcinkami. Tym razem na tapetę poszedł jedyny flatlandowy jam w Polsce, czyli Musztarda.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

...I po Musztardzie

Master Musztarda Jam numer 8 przeszedł do historii. Jak zawsze było super ale takiego niedosytu po powrocie nie czułem chyba od czasów pierwszej edycji o której może za jakiś czas napiszę trochę więcej (już rok temu zbierałem się na taki przegląd po wszystkich kolejnych Musztardach, ale jakoś nigdy nie ukończyłem tego tekstu - może tym razem się uda?). W tym roku wypaliło niemal wszystko włącznie z pogodą a ta jak wiemy bywa bardzo kapryśna podczas toruńskich jamów. Nowa miejscówka (Teatr Baj Pomorski w Toruniu - ze względu na charakterystyczną ścianę frontową znany też jako "szafa") zapewniła świetny klimat a także wyciągnęła Musztardę nieco do ludzi - do starówki jest stamtąd raptem kilkaset metrów więc mniej i bardziej przypadkowych gapiów nie brakowało. Przyznam, że podchodziłem do tego pomysłu z pewną dozą sceptycyzmu nieco obawiając się utraty pierwotnego charakteru imprezy, przybliżenia jej do zawodo-pokazów jakie zwykli organizować producenci energy drinków, modnych elektronicznych gadżetów i innego stuffu, lokując jamy w centrum miasta i celując w tłumy przewijające się gdzieś z boku a nie w samych uczestników. Ile razy to już przerabialiśmy: kiepska nawierzchnia, mało miejsca, przeszkody ustawiane bez ładu i składu albo na pochyłym terenie (jak kiedyś mini rampa na warszawskiej Agrykoli). Tym razem jedynie mogę się przyczepić o to, że było trochę ciasno. Na same przejazdy miejsca było wystarczająco ale gdy w jednym momencie pojawiało się więcej niż 2-3 osoby, trzeba było już bardzo uważać aby na kogoś nie wpaść. Nie było też gdzie pojeździć pomiędzy przejazdami, ale wszystko to nadrabiała świetna atmosfera. Tą tworzą ludzie a tych w tym roku nie zabrakło. Na poprzedniej edycji frekwencja nie była rewelacyjna. Wiele osób zrezygnowało z powodu pogody i chociaż chłopakom przy użyciu palnika i namiotu udało się ostatecznie ujarzmić żywioł, to startujących była tylko garstka. Tym razem przyjechało sporo osób z całej Polski i nie tylko. Poza stałym "zagranicznym" gościem z Chin, czyli Maksem przyjechała też dwuosobowa reprezentacja ze Słowacji. Richard i Janeskom może wyglądali niepozornie, ale zaprezentowali bardzo stylową (i dość oryginalną, szczególnie patrząc na to z perspektywy naszego kraju) jazdę która dała im odpowiednio 2 i 4 miejsce. Do finału awansowali też Malina i Julek (5 i 6 miejsce) oraz Krasztest którego chyba trochę zjadły nerwy i po czyściutkim drugim przejeździe eliminacyjnym zaliczył trochę podpórek co dało mu ostatecznie trzecie miejsce. Wygrał Maksymilian który swoimi szybkimi kręciołami chciał się chyba przewiercić z powrotem do Chin*. Dla wszystkich nie-płaskich zorganizowany został bunnyhop contest, który wygrał Sęp, bijąc przy tym swoją życiówkę. 105 cm na rowerze z ramą poniżej 20" cali to całkiem imponujący wynik. Wszystko szło na tyle sprawnie, że po jamie zdążyliśmy jeszcze skoczyć na toruński skatepark. Jankes trochę narzekał, ale ja chciałbym tak "kiepsko rozplanowany" skatepark w Warszawie. Brakowało jedynie grindboxów ale poza tym bardzo mi się podobało (włącznie z bowlem do którego się oczywiście nie odważyłem wjechać, ale chłopaki wywijali po nim aż miło). Na afterze (który po roku absencji wrócił do NRD co mnie bardzo ucieszyło) oczywiście rozdanie nagród, wystawa prac graficznych o tematyce około-bmxowej, nowy film Krasztesta (przyznam, że nie widziałem go od początku ale to co obejrzałem jak zwykle bardzo mi się podobało) i oczywiście zabawa do białego rana. Dosłownie bo wychodząc z klubu chłopaki o mnie zapomnieli i musieli się wracać przez co u Amika byliśmy ok. 8. W niedzielę mieliśmy jeszcze zahaczyć o Parasiową działkę w Szczekarzewie, ale niestety nie dalibyśmy rady wrócić do Warszawy przed poniedziałkiem więc tę wizytę trzeba odłożyć na inną okazję. Podsumowując wyjazd jak najbardziej udany. Podziękowania dla Łowki i wszystkich tych którzy pomogli przy organizacji imprezy, Amika i jego mamy za wspaniałą gościnę (jak co roku!) i wszystkich tych którzy przyjechali na jedyne flatlandowe zawody w Polsce. Spodziewajcie się też video-relacji od bmx podcast, a na razie śledźcie flatland.pl gdzie już macie całe przejazdy finałowej szóstki a z czasem mają pojawić się też jakieś fotki.

* - wiem, że gdyby mu się udało to wylądowałby w oceanie, trochę na wchód od Nowej Zelandii, ale nie chciałem odbierać mu nadziei.

piątek, 27 lipca 2012

Bmx Podcast Video #3 (Proletaryat Jam 7)

Jakoś mi to umknęło i dając wszędzie info nie wstawiłem go tutaj (jakby ktokolwiek czytał tego bloga hehe).

wtorek, 24 lipca 2012

MASTER MUSZTARDA JAM VOL 8 (Toruń, 11.08.2012)

Łowka właśnie utworzył wydarzenie na facebooku. Tam też będą pojawiać się wszystkie newsy co i jak (bo gdzie i kiedy już wiadomo). Impreza niby flatowa, ale każdy kto był wie, że nie trzeba być pocierusem aby się świetnie bawić na (a także po) jamie.

http://www.facebook.com/events/365810540159360/

Na zachętę/przypomnienie video sprzed roku:
Master Musztarda Jam 7 from koczkodan on Vimeo.

wtorek, 17 lipca 2012

PRL Jam vol. 7

Tak, impreza była ponad tydzień temu a piszę o niej dopiero teraz... Nieważne. Mogłem już nie pisać o niej w ogóle, ale myślę, że jednak warto poświęcić jej parę słów. Pierwsze o czym trzeba wspomnieć to nieludzki wręcz upał jaki panował tydzień temu w Bydgoszczy. Ze wszystkich lało się strumieniami, a mimo to poleciało trochę niezłych kos. Cała impreza została rozegrana w formie kilku jamów. Na początek bardziej w formie rozgrzewki jam na różnych elementach sekcji streetowej gdzie można było od razu wygrać jakieś fanty. Następnie przyszedł czas na longest 180 z kickera na płaskie. Wygrał Benek (ok. 5m) ale tylko dlatego, że Leszczu oficjalnie nie startował (co nie przeszkodziło mu wylądować dobre pół metra dalej). Na jumpboxie niestety nie zobaczyliśmy Rosołowego bike-flipa (why?) ale i tak było grubo. Oskier tradycyjnie zaserwował nam decadę i double bary, Michu przywalił czyściutkiego fronta, Skejcik pokazał swoje standardówki z ładnie wyciągniętym superman whipem na czele, a Leszczu wykręcił takie triki jak 720 czy backflip turndown. Wygrał Mamba superman seatgrabem. Nie obeszło się też bez upadków. Najgorszy zaliczył chyba Dymek nie dokręcając fronta i lądując na dupę. Na szczęście skończyło się na chwili strachu kiedy na moment stracił czucie w nogach, ale ostatecznie był wstanie kontynuować zawody. W bunny hop contest tyczkę na wysokości 105 cm przeskoczyło trzech riderów: Benek, Lewar i Tytus. Ponieważ żadnemu z nich nie udało się przeskoczyć 110 cm postanowili podzielić się nagrodą. Następną konkurencją w kolejności był flatland. Jak wiadomo w naszym pięknym kraju zawody flatlandowe odbywają się rzadko. Właściwie jedyną imprezą tego typu jest musztarda + okazjonalnie jakiś mniejszy jamik przy okazji takich imprez jak ta proletaryatu. Jeżeli chodzi o frekwencję nie było źle, chociaż na pewno zabrakło kilku znajomych twarzy (np. Krasztesta, czy Maksa który nie zdążył na samolot w Chinach). Pojawił się za to Michu (ten toruński), który wrócił z UK i... wygrał. Jak się okazało były to jego pierwsze wygrane zawody. Trochę mnie to dziwi ale tak czy inaczej fajnie, że się wreszcie doczekał. Poza "alexisami" Micha mogliśmy zobaczyć trochę ciekawych kombinacji z plastic manem czy crackpackerem Koko (szkoda, że tradycyjnie kręcone do takiego momentu, kiedy już nie idzie tego czysto skleić), trochę obrotówek od Amika, streeto-flaty Sępa (jego wachlarz czysto flatowych trików wyraźnie się zwiększył od zeszłorocznej musztardy) czy też Kostka i jego trącące nieco starą szkołą pinki oraz side squeaki. Jakby na to nie patrzeć style prezentowane przez startujących były całkiem zróżnicowane. Po flatlandzie przenieśliśmy się na sekcję streetową. Tam też poleciało kilka fajnych akcji. Oczywiście największą kosę sieknął Lewar: 360 nad railem to over icepick. Brakeless. I nieważne, że nie było to do końca zamierzone. Sztuczka jest sztuczką a Lewar pozostanie tym który skleił ją w Polsce po raz pierwszy. Na deser została mini rampa. Każdy kto widział bydgoską mini wie, że ma ona zadatki na mini-bowla co w swoim przejeździe idealnie wykorzystał Oskier bujając się po całej jej szerokości. Z ciekawszych sztuczek jakie zrobił warto na pewno wspomnieć whip do footjam whipa do footjama, obskoczone z machniętym jakby od niechcenia can-canem. Mamba po raz kolejny pokazał superman seatgraba, tym razem nad spinem. Michu latał bardzo wysoko, równie wysoko zostawiając ślady po walltapach. Niestety mimo kilku prób nie udało mu się skleić decady przez spine. Zombik wykręcił czystego double whipa, był też bliski sklejenia double bara do tapa. Jura podwójnego bara zrobił z tym, że do disastera. Pojedyncze śmigło do disastera zwieńczył natomiast 360-tką w profil. Wygrał Skejcik. Nie tylko zrobił ninja dropa z walla, ale chwilę po nim czysto skleił flarę z barem. Są tacy którzy mówią, że Skejcik robi cały czas te same triki. Ja jednak jestem dalej w szoku widząc jego skuteczność. To po prostu robot, który potrafi sieknąć 3-4 mega kosy jedną po drugiej, tak jakby każdy sklejony trik dodawał mu powera na kolejne. Podobnie zresztą jak Leszczu, ale on akurat sobie mini odpuścił. Po zawodach odbyła się jeszcze loteria z nagrodami dla wszystkich uczestników. Tak, pomimo tego że nie startowałem byłem uczestnikiem i tak, jak zwykle niczego nie wygrałem. O afterze mogę napisać tyle, że był sympatyczny chociaż większość czasu spędziliśmy pod klubem. W środku nie działo się zbyt wiele. Jedyną atrakcją był film przysłany z Irlandii przez Szoguna: "Raincheck". Filmu nie widziałem więc nie będę się wypowiadał, ale opierając się na opiniach innych osób można stwierdzić, że jedynie part naszego rodaka był w miarę interesujący (choć akcje wyglądały na nagrywane sporo czasu temu i pewnie stać go na więcej). Zdaje się, że faktycznie w porównaniu z Irlandią polska scena bmx nie ma się czego wstydzić. Po jamie wróciliśmy na wpół żywi do Warszawy a team proletaryatu (wraz z Lewarem i Zombikiem, którzy wywalczyli sobie udział w tym wyjeździe świetną jazdą na zawodach) wyruszył w trip po Europie. Zazdroszczę im chociażby wizyty w Marsylii na słynnym bowl-parku i domyślam się, że nie ja jedyny... Jeśli ktoś chce zobaczyć jak chłopaki sobie radzą to może sprawdzić na facebookowym profilu proletaryatu. Podsumowując wyjazd mimo morderczego upału bardzo udany. Podziękowania dla Cukra który nas przekimał i dla wszystkich którzy pomogli przy organizacji tej sympatycznej imprezy. Poniżej trailer szykującej się relacji.

wtorek, 3 lipca 2012

Bmx Podcast Video #2 (Mistrzostwa Polski Białystok 2012)

Nie będę się rozpisywał. Drugi odcinek wypłynął na szerokie wody internetu. Tym razem trochę więcej jazdy niż ostatnio, ale nie zabrakło też rozmów z uczestnikami tego zamieszania. Technicznie chyba lepiej niż za pierwszym razem, ale to już zostawię do oceny innych. Trochę żałuję, że ujęcia z parku są tak monotonne, ale niestety mieliśmy tylko jedną kamerę. Poza tym chociaż białostocki skatepark daje duże możliwości jeśli chodzi o planowanie przejazdów i ich płynność, to jest jednak dość mały. Dlatego wygodniej (i dla mnie i dla startujących) było jak rozstawiłem się na górze.



...no ok, jestem leniwy i zwyczajnie nie chciało mi się biegać po parku.

środa, 20 czerwca 2012

Mistrzostwa Polski - Białystok 2012

Wstyd przyznać, ale nigdy wcześniej na białostockich mistrzostwach nie byłem. Słyszałem o nich wiele dobrego, każdy chwalił, ale jakoś nie dane mi było zawitać. Aż do tego roku. Nie ma się co rozpisywać: było MEGA! Impreza odbyła się w skateparku Węglowa. Park jest położony raczej na uboczu miasta, w jednym z kilku hangarów których pierwotne przeznaczenie nie jest mi znane. Tak czy inaczej miejscówka jest bardzo klimatyczna. Sam skatepark nie jest duży (delikatnie mówiąc), ale za to całkiem fajnie rozplanowany pod przejazdy. Kto był ten wie, kto nie był może sobie zobaczyć na jakimś video. Dla leniwych: quarter na szerokość całego parku (z jednej strony podwyższony), dwa jump-boxy w rytmie, bardzo szeroki spine za którym jest coś na styl bowla z wallem, mała sekcja streetowa i nowa przeszkoda, specjalnie zbudowana na te zawody - jump-box z krótką, umieszoną pod kątem półką. Do tego jeszcze jakieś mniejsze elementy dające możliwość wykonywania transferów i ułatwiające pływanie po parku. W pobliżu znajdują się też hopy (dla mnie ogromne, dla skaczących "takie w sam raz") na których rozegrany został best-trick. Najlepsza sztuczka została także wybrana na grindboxie zwanym "skrzynką", który jak zwykle przywiózł ze sobą Andrzej z allday'a. Całość bardzo rozsądnie rozbita na 2 dni aby się za bardzo nie spinać i nie gonić ze wszystkim jak to się często zdarza na imprezach jednodniowych. Z Warszawy wyruszyliśmy w dość szerokim składzie bo poza mną, Patisonem i Cyrylem tym samym pociągiem jechał Ząbi, Lewar z Wrocławia i trzech reprezentantów Ave teamu w postaci Sępa, Piro i Rondla. Było więc całkiem wesoło. Już w Białymstoku obczailiśmy jeszcze po drodze tutejszą skateplazę, która byłaby spoko gdyby banki nie miały pochylenia 45*, ale chyba byłem jedyną osobą której to przeszkadzało. I tak mają lepszą skateplazę niż my w Warszawie (bo nie licząc prawie-skateplazy na Marysinie nie mamy żadnej). Po dotarciu na miejsce musieliśmy zaraz wracać do hostelu aby zostawić graty (5,5 km w jedną stronę), potem trochę poczilowaliśmy pod parkiem, więc eliminacje amatorów mi umknęły. Potem były eliminacje pro, a jeszcze później hopy. Zanim rozegrano jednak bestrick nastąpiła nagła zmiana planów spowodowana meczem Polska : Czechy i mecz ten obejrzeliśmy sobie na rzutniku. Wynik jaki był wszyscy wiemy, do tego zrywający co jakiś czas obraz, komentarz Zimocha z radia wyprzedzający ten obraz o kilka dobrych sekund i padający przelotnie deszcz... Mimo to jestem w 100% pewien, że to była najlepsza strefa kibica nie tylko w Białym ale w całej Polsce! Obok brzdękały jakieś kapelki, kilku piłkarskich ignorantów latało na hopach, Chorzowski weteran Klaudek Kraska miał ze sobą grilla więc było co przygryzać do piwa, no i nasi dostający baty od Czechów. Bezcenne. Przed meczem było jeszcze sporo zabawy na pump-tracku (w tym kilka efektownych gleb pana red. nacz. bunnyhopa, Kuby B.) a po jego zakończeniu wspomniany best-trick. Wyróżnieni zostali Oskier i Dymek, a mimo panujących ciemności (trochę rozświetlonych przez halogeny) poleciały takie triki jak frontflip, decade czy double tailwhip. Potem miał być after w jakimś klubie, nawet się z Cyrylem mieliśmy zbierać ale ostatecznie nie poszliśmy. I dobrze, bo jak się okazało wszyscy i tak zostali na hopach. Drugi dzień to finały i jam na skrzynce, który został przeniesiony z dnia pierwszego. W amatorach pierwsze miejsce zajął oczywiście Dymek (dziwi mnie, że nie startował w pro tak jak na bmx dayu), drugi był Kamil Raczkowski a trzeci Bartosz Czołpik. Prawdziwe emocje zaczęły się jednak w finale pro do którego awansowało aż trzech weteranów (obok wspomnianych Ząbiego i Klaudka lokalny wymiatacz Afro) i trzeba przyznać, że dali radę. Ząbi powrócił po dłuższym czasie do pierwszej dziesiątki zawodów, Klaud przypomniał wszystkim jak wyglądają triki takie jak g-turn i 540 nosepick, a Afro zaliczył chyba najpłynniejsze przejazdy ze wszystkich, klejąc turndowny, lookbacki i onefoot table pod samym sufitem. Wygrał Oskier, drugi był Skejcik (o ile się nie mylę pierwsza flara z barspinem podczas zawodów w PL - nice!) a trzeci Piret, który ostatnio nam jakoś zniknął. Z Piretem oczywiście zawitał Wróbel i mimo niedawno złamanego nadgarstka w swoim stylu spróbował transfera typu "on sobie chyba robi jaja". Ku zaskoczeniu wszystkich doleciał z nowej przeszkody na lądowanie drugiego z jump-boxów, ale najpierw się podparł a przy ostatniej próbie wjechał w ścianę. Tak czy inaczej szacun bo ostatnio brakowało mi takich wariackich lotów na polskich zawodach. Jam na skrzynce wygrał Sęp kombinacją barpin to manual to hang 5 na boxie, whiplash out. Iwo z Patisonem coś tam jęczeli, że jam na grindboxie wygrało kombo bez grinda, ale trudno. Zawody były jak najbardziej udane i jak tylko się uda zawitam do Białegostoku również w przyszłym roku bo wiem, że się nie zawiodę. Świetna atmosfera, bez niepotrzebnej spiny, dobre towarzystwo i brak niepotrzebnego hype'u wycelowanego w dzieciarnię. To lubię. Spodziewajcie się też relacji video-podcastu która powinna pojawić się na dniach (tym razem może będzie trochę więcej jazdy w stosunku do gadania).

środa, 18 kwietnia 2012

Bmx Podcast Video #1

Taki tam owoc mojej współpracy z ekipą bmxpodcast. Pomysł narodził się kilka dni przed imprezą Bmx Day. Chodziło o to, aby zrobić coś w stylu video-reportażu, utrzymanego nieco w klimacie wcześniejszych podcastów (głównie za sprawą prowadzących). Krótkie rozmowy z zawodnikami, organizatorami, sędziami itp. Mało jazdy, tylko jako przerywniki - od podziwiania trików macie inne relacje (polecam choćby tę od Usza). Tutaj miało być... inaczej. Bez spiny, na luzie tak aby sobie pogadać. Czy się udało? Mnie akurat ciężko się na ten temat wypowiadać, ale główne założenia zostały chyba spełnione. Zawsze jednak mogło być lepiej... Z mojej strony mogę przeprosić za piękny syf widoczny na obiektywie co widać niestety w dużej części ujęć. Mieliśmy też mieć do dyspozycji statyw - nie mieliśmy. Początkowo nie było także gąbki do mikrofonu co niestety słychać w rozmowie z Dzięciołem. Jakość obrazu: tutaj niestety siła wyższa. Materiał źródłowy wyglądał naprawdę nieźle (nie licząc finału pro i ostatnich wywiadów - kiepskie światło i trochę szumów się pojawiło). Niestety wyeksportowanie 40 minutowego materiału Full HD w formacie innym niż WMV przerosło możliwości mojego komputera (a właściwie każdego sprzętu na 32 bitowym systemie - brakło ramu...). Parę ujęć z parku zalatywało też nieco parkinsonem, ale wydaje mi się, że jak na bieganie między przeszkodami bez żadnego statywu stabilizującego i tak wyszło całkiem znośnie :) Co do reszty ekipy... Wiadomo, pierwszy raz to i trudno ustrzec się błędów, ale chyba nie ma co się chłopaków czepiać. Dali radę.
Może następnym razem lepiej wcześniej pomyśleć nad pytaniami, szybciej ogarnąć sprzęt do nagrywania, czy też zadbać o odpowiedni komputer do renderingu... Ale to może kiedyś, jeśli pojawi się kolejny odcinek (a pojawi się jak będzie na niego zapotrzebowanie, dlatego zarówno ja jak i reszta ekipy czekamy na Wasze opinie).

Patison już napisał w opisie filmu na youtubie o pewnej pomyłce w "creditsach". Od siebie dodam, że nie jestem aż takim dyletantem. Jestem po prostu leniem, który listę zwycięzców żywcem skopiował ze strony Bmx Day - stąd i całe nieporozumienie :)

środa, 13 lipca 2011

Video Musztarda


Obiecane video z tegorocznej Musztardy. Zalecam oglądanie na vimeo po wcześniejszym kliknięciu znaczka "HD".

Musztarda jam vol. 7

Jam odbył się ponad tydzień temu, ale piszę o nim dopiero teraz, bo... bo tak. Na chwilę obecną musztarda jest jedynym flatowym jamem w naszym pięknym kraju. Z jednej strony jest to oczywiście mega lipa, z drugiej przynajmniej jest na co czekać cały rok. Można złośliwie stwierdzić, że na bezrybiu i rak ryba, ale nie dotyczy to na szczęście musztardy - impreza ciągle trzyma wysoki poziom. Nie inaczej było i w tym roku. Ze zmian warto na pewno wspomnieć o nowej miejscówce. Już poprzednia musztarda miała się na niej odbyć, ale z powodu warunków pogodowych wylądowaliśmy w końcu w bydgoskim skateparku. Deszcz to swoją drogą jakiś nieodłączny element tej imprezy. Chyba tylko raz (w ciągu 7 lat!) nie padało w ogóle. Jednak to co miało miejsce przed rokiem i niestety przed tygodniem także, to już hardcore na całego. Na szczęście tym razem chłopaki się przygotowali i z delikatną obsuwą jam wystartował pod namiotem. Miejsca nie było może jakoś przesadnie dużo, ale wystarczyło aby wszystkich pomieścić i rozegrać zawody. We flacie wygrał Chińczyk polskiego pochodzenia Maksymilian przed Kraszem i Amikiem. Potem przyszedł czas na funky chicken contest, tym razem rozegrany na zasadach "last man standing". Tradycyjnie dużo śmiechu a zwycięzcą tak jak przed rokiem Koko. Również jako "derby" miał być rozegrany cliffhanger contest, ale po tym jak Łowka znokautował Amika powrócono do rywalizacji na czas. Wygrał właśnie Amik jakieś ułamki sekundy przed Kraszem (Łowka podwoił ich wyniki, ale jako organizator nie brał oficjalnie udziału). Na koniec jeszcze bunny hop contest (wygrał Michał z Bdg - 1 m) i... tort urodzinowy dla Kuby Banaka. W zanadrzu był także grindbox, ale ostatecznie zabrakło czasu żeby rozegrać na nim bestricka. Zanim jednak rozpadało się na dobre parę osób chętnie korzystało z jego obecności. Tradycją jamów w Toruniu i Bydgoszczy od jakiegoś czasu jest grill. Tym razem jednak organizatorzy przeszli samych siebie: każdy mógł znaleźć coś dla siebie zarówno wśród jedzenia (do wyboru mięsiwo i te dziwne vege-wynalazki) jak i napojów (Tobin był zachwycony całą paletą smaków tymbarka :). Po jamie oczywiście after, który był spoko ale jednak wolałem te w NRD. Nowy klub był dużo mniejszy i nie dało się normalnie pogadać bo wszystko zagłuszały dobiegające z doły dubstepy... Na miejscu oczywiście ogłoszenie wyników i rozrzucenie wśród przybyłych zawartości kartonu z filmami porno. Dodatkową atrakcją był film Krasza wyświetlony na rzutniku. Każdy kto widział jego jazdę czy filmiki wie o co chodzi. Kreatywności i hardcoru na pewno odmówić mu nie można a niektóre akcje to był po prostu rozpierdol na całego! Niech żałują ci którzy nie widzieli. Oczywiście deszcz lał niemiłosiernie i przed i po afterze przez co jestem teraz chory, ale dzięki temu miałem czas złożyć video-relację z musztardy. To jednak dopiero jutro (czy raczej dzisiaj, ale później)...

EDIT: wspomniany edit Krasztesta za pośrednictwem niezawodnego bunny hop magazynu trafił do sieci i możecie obejrzeć go pod tym adresem: http://vimeo.com/26323580 Polecam!

poniedziałek, 22 lutego 2010

Flatland jam w stolicy



Śnieg pomału topnieje a już w najbliższy weekend pierwsza flatowa impreza tego roku. Dokładne info na gustownych ulotkach które zrobił Hubert ppq i które widzicie powyżej. Szczerze mówiąc wypadłem z obiegu jakiś czas temu i nie wiem zbyt wiele na temat tej imprezy poza tym, że zapowiedziało się parę osób z miejsc od Warszawy dość odległych, ale myślę, że warto wpaść i podnieść frekwencję.

wtorek, 28 kwietnia 2009

VANS off the Wall 20" Fight Jam

Patison "prosił", żebym wykazał się swoją elokwencja i napisał relację z weekendowego wypadu do Żydgoszczy na vansowego jama. Zacznę więc od początku, czyli od soboty i godziny w okolicach 5 rano, kiedy to musiałem wstać po 3-4 godzinach snu, bo Pan Niecierpliwy bał się, że nie zdążymy. Po czterogodzinnej podróży pociągiem w przedziale II klasy i spożyciu śladowej ilości alkoholu byliśmy na miejscu. Jak nie trudno zgadnąć dotarliśmy za wcześnie. Nic to. I tak nie miałem siły na jazdę, więc uraczyłem się kiełbasą z grilla (za co duży plus dla organizatorów - grill stał się już stałym punktem programu jamów w Bydzi i Toronto) i piwem z żydowskiego straganu, gdzie oprawca z drugiej strony okienka żądał ode mnie 4,50 za butelkowego kujawiaka. Co ciekawe beczkowe stało tyle samo, albo jakieś marne 50 groszy więcej, ale odkryłem to gdzieś przy trzecim browarze. Powyższy wywód tłumaczy zatem, dlaczego nie widziałem ani bunnyhop contestu, ani streetu, a z mini samą końcówkę. Na flacie natomiast całą swoją uwagę skupiałem na kole które obcierało mi o ramę i nie dawało normalnie jeździć. W związku z tym nie powiem kto wygrał, kto zaliczył dzwona, a kto (poza mną oczywiście hehe) spiął maksymalnie poślady i nic mu nie siadło. Zresztą jakie to ma znaczenie? Myślę, że było całkiem sympatycznie, bez jakiś ciśnień i na luzie. Na końcu nagrody zostały przez zwycięzców rzucone w tłum (to już niemal taka taka nowa świecka tradycja), gruby jak zwykle coś złapał (statystycznie ma większe szanse, bo zajmuje większą przestrzeń = większe prawdopodobieństwo, że go czymś trafią) i udaliśmy się do jednego z localsów - Patryka, żeby ogarnąć się trochę przed imprezą. Jak wyszliśmy było już nieco późno, ale nie ma tego złego... Na przystanku znaleźliśmy bowiem butelkę prawdziwego szwabskiego rumu 85%. Był trochę upity - widać poprzedniego właściciela zabrała na sygnale erka. W autobusie potestowaliśmy go trochę na ortalionowych ziomkach Patryka (w tym Uszatym - typie który swoje odstające uszy postanowił uczynić jeszcze bardziej odstającymi za pomocą kolczyka) i jakimś napizganym typie. Temu ostatniemu wkręcił się film, że przejdziemy do historii (jako posiadacze tego niezwykłego trunku) i że Uszaty po wypiciu kilku łyków zaczął szprechać płynnie po niemiecku, nie znając wcześniej tego języka... Jak więc widać, trunek był naprawdę magiczny. Co prawda ja nie odważyłem się wziąć tego do ust, ale na afterze zrobił ponoć furorę... Właśnie - after. Po dotarciu do klubu, przypomniał mi się kawałek Analogsów "gdzie się najebać". Na szczęście nie było tak źle. Powiem więcej - było bardzo dobrze. Aż się zdziwiłem, jak szybko impreza się skończyła i nas wyjebali (a była chyba 5 rano), więc musiałem się dobrze bawić. W szczegóły się wdawać nie będę bo kogo one obchodzą? Oczywiście after na którym Maksymilian niczego nie zgubi, to after stracony: tym razem poszła czapka nju era i co gorsza ajfon. Na pocieszenie Maksowi pozostało przelizanie dwóch brzydkich panienek, które bardzo chciały go pocieszyć z powodu tej dotkliwej straty (zmieniając się co chwilę jak w dobrym porno). Zuch dziewczyny! Dalej to już w sumie nie ma co pisać... "No spoko było, kurwa ty" - jakby to Uszaty powiedział.

poniedziałek, 27 października 2008

(ściemniona) Relacja z premiery filmu z bmx tour

Jako, że ostatnio nie mam natchnienia/czasu/zdolności literackich/itd daje linka do relacji Tobina, z którym byliśmy na owej imprezie..... Od siebie dodam, że z ekipy byłem tylko ja i Głąb, bo Stasiek ostatnio jest bardzo zapracowany....... Głąb bał się wejść na trampolinę z rowerem, za to ja spędziłem tam dość sporo czasu i spodobała mi się taka zabawa. Film niestety nie zachwycił spodziewałem się czegoś bardziej propsowego - czyli więcej komentarzy, wywiadów i innych akcji poza jazdą, no i bardziej zróżnicowanej jazdy ale jak wiadomo dużo zależy od ekipy, która jedzie na taki wyjazd, a ta widocznie nie podołała.


BMX TouR 2008 FulL MoVie from Hola on Vimeo.