wtorek, 17 lipca 2012

PRL Jam vol. 7

Tak, impreza była ponad tydzień temu a piszę o niej dopiero teraz... Nieważne. Mogłem już nie pisać o niej w ogóle, ale myślę, że jednak warto poświęcić jej parę słów. Pierwsze o czym trzeba wspomnieć to nieludzki wręcz upał jaki panował tydzień temu w Bydgoszczy. Ze wszystkich lało się strumieniami, a mimo to poleciało trochę niezłych kos. Cała impreza została rozegrana w formie kilku jamów. Na początek bardziej w formie rozgrzewki jam na różnych elementach sekcji streetowej gdzie można było od razu wygrać jakieś fanty. Następnie przyszedł czas na longest 180 z kickera na płaskie. Wygrał Benek (ok. 5m) ale tylko dlatego, że Leszczu oficjalnie nie startował (co nie przeszkodziło mu wylądować dobre pół metra dalej). Na jumpboxie niestety nie zobaczyliśmy Rosołowego bike-flipa (why?) ale i tak było grubo. Oskier tradycyjnie zaserwował nam decadę i double bary, Michu przywalił czyściutkiego fronta, Skejcik pokazał swoje standardówki z ładnie wyciągniętym superman whipem na czele, a Leszczu wykręcił takie triki jak 720 czy backflip turndown. Wygrał Mamba superman seatgrabem. Nie obeszło się też bez upadków. Najgorszy zaliczył chyba Dymek nie dokręcając fronta i lądując na dupę. Na szczęście skończyło się na chwili strachu kiedy na moment stracił czucie w nogach, ale ostatecznie był wstanie kontynuować zawody. W bunny hop contest tyczkę na wysokości 105 cm przeskoczyło trzech riderów: Benek, Lewar i Tytus. Ponieważ żadnemu z nich nie udało się przeskoczyć 110 cm postanowili podzielić się nagrodą. Następną konkurencją w kolejności był flatland. Jak wiadomo w naszym pięknym kraju zawody flatlandowe odbywają się rzadko. Właściwie jedyną imprezą tego typu jest musztarda + okazjonalnie jakiś mniejszy jamik przy okazji takich imprez jak ta proletaryatu. Jeżeli chodzi o frekwencję nie było źle, chociaż na pewno zabrakło kilku znajomych twarzy (np. Krasztesta, czy Maksa który nie zdążył na samolot w Chinach). Pojawił się za to Michu (ten toruński), który wrócił z UK i... wygrał. Jak się okazało były to jego pierwsze wygrane zawody. Trochę mnie to dziwi ale tak czy inaczej fajnie, że się wreszcie doczekał. Poza "alexisami" Micha mogliśmy zobaczyć trochę ciekawych kombinacji z plastic manem czy crackpackerem Koko (szkoda, że tradycyjnie kręcone do takiego momentu, kiedy już nie idzie tego czysto skleić), trochę obrotówek od Amika, streeto-flaty Sępa (jego wachlarz czysto flatowych trików wyraźnie się zwiększył od zeszłorocznej musztardy) czy też Kostka i jego trącące nieco starą szkołą pinki oraz side squeaki. Jakby na to nie patrzeć style prezentowane przez startujących były całkiem zróżnicowane. Po flatlandzie przenieśliśmy się na sekcję streetową. Tam też poleciało kilka fajnych akcji. Oczywiście największą kosę sieknął Lewar: 360 nad railem to over icepick. Brakeless. I nieważne, że nie było to do końca zamierzone. Sztuczka jest sztuczką a Lewar pozostanie tym który skleił ją w Polsce po raz pierwszy. Na deser została mini rampa. Każdy kto widział bydgoską mini wie, że ma ona zadatki na mini-bowla co w swoim przejeździe idealnie wykorzystał Oskier bujając się po całej jej szerokości. Z ciekawszych sztuczek jakie zrobił warto na pewno wspomnieć whip do footjam whipa do footjama, obskoczone z machniętym jakby od niechcenia can-canem. Mamba po raz kolejny pokazał superman seatgraba, tym razem nad spinem. Michu latał bardzo wysoko, równie wysoko zostawiając ślady po walltapach. Niestety mimo kilku prób nie udało mu się skleić decady przez spine. Zombik wykręcił czystego double whipa, był też bliski sklejenia double bara do tapa. Jura podwójnego bara zrobił z tym, że do disastera. Pojedyncze śmigło do disastera zwieńczył natomiast 360-tką w profil. Wygrał Skejcik. Nie tylko zrobił ninja dropa z walla, ale chwilę po nim czysto skleił flarę z barem. Są tacy którzy mówią, że Skejcik robi cały czas te same triki. Ja jednak jestem dalej w szoku widząc jego skuteczność. To po prostu robot, który potrafi sieknąć 3-4 mega kosy jedną po drugiej, tak jakby każdy sklejony trik dodawał mu powera na kolejne. Podobnie zresztą jak Leszczu, ale on akurat sobie mini odpuścił. Po zawodach odbyła się jeszcze loteria z nagrodami dla wszystkich uczestników. Tak, pomimo tego że nie startowałem byłem uczestnikiem i tak, jak zwykle niczego nie wygrałem. O afterze mogę napisać tyle, że był sympatyczny chociaż większość czasu spędziliśmy pod klubem. W środku nie działo się zbyt wiele. Jedyną atrakcją był film przysłany z Irlandii przez Szoguna: "Raincheck". Filmu nie widziałem więc nie będę się wypowiadał, ale opierając się na opiniach innych osób można stwierdzić, że jedynie part naszego rodaka był w miarę interesujący (choć akcje wyglądały na nagrywane sporo czasu temu i pewnie stać go na więcej). Zdaje się, że faktycznie w porównaniu z Irlandią polska scena bmx nie ma się czego wstydzić. Po jamie wróciliśmy na wpół żywi do Warszawy a team proletaryatu (wraz z Lewarem i Zombikiem, którzy wywalczyli sobie udział w tym wyjeździe świetną jazdą na zawodach) wyruszył w trip po Europie. Zazdroszczę im chociażby wizyty w Marsylii na słynnym bowl-parku i domyślam się, że nie ja jedyny... Jeśli ktoś chce zobaczyć jak chłopaki sobie radzą to może sprawdzić na facebookowym profilu proletaryatu. Podsumowując wyjazd mimo morderczego upału bardzo udany. Podziękowania dla Cukra który nas przekimał i dla wszystkich którzy pomogli przy organizacji tej sympatycznej imprezy. Poniżej trailer szykującej się relacji.

wtorek, 3 lipca 2012

Bmx Podcast Video #2 (Mistrzostwa Polski Białystok 2012)

Nie będę się rozpisywał. Drugi odcinek wypłynął na szerokie wody internetu. Tym razem trochę więcej jazdy niż ostatnio, ale nie zabrakło też rozmów z uczestnikami tego zamieszania. Technicznie chyba lepiej niż za pierwszym razem, ale to już zostawię do oceny innych. Trochę żałuję, że ujęcia z parku są tak monotonne, ale niestety mieliśmy tylko jedną kamerę. Poza tym chociaż białostocki skatepark daje duże możliwości jeśli chodzi o planowanie przejazdów i ich płynność, to jest jednak dość mały. Dlatego wygodniej (i dla mnie i dla startujących) było jak rozstawiłem się na górze.



...no ok, jestem leniwy i zwyczajnie nie chciało mi się biegać po parku.

środa, 20 czerwca 2012

Mistrzostwa Polski - Białystok 2012

Wstyd przyznać, ale nigdy wcześniej na białostockich mistrzostwach nie byłem. Słyszałem o nich wiele dobrego, każdy chwalił, ale jakoś nie dane mi było zawitać. Aż do tego roku. Nie ma się co rozpisywać: było MEGA! Impreza odbyła się w skateparku Węglowa. Park jest położony raczej na uboczu miasta, w jednym z kilku hangarów których pierwotne przeznaczenie nie jest mi znane. Tak czy inaczej miejscówka jest bardzo klimatyczna. Sam skatepark nie jest duży (delikatnie mówiąc), ale za to całkiem fajnie rozplanowany pod przejazdy. Kto był ten wie, kto nie był może sobie zobaczyć na jakimś video. Dla leniwych: quarter na szerokość całego parku (z jednej strony podwyższony), dwa jump-boxy w rytmie, bardzo szeroki spine za którym jest coś na styl bowla z wallem, mała sekcja streetowa i nowa przeszkoda, specjalnie zbudowana na te zawody - jump-box z krótką, umieszoną pod kątem półką. Do tego jeszcze jakieś mniejsze elementy dające możliwość wykonywania transferów i ułatwiające pływanie po parku. W pobliżu znajdują się też hopy (dla mnie ogromne, dla skaczących "takie w sam raz") na których rozegrany został best-trick. Najlepsza sztuczka została także wybrana na grindboxie zwanym "skrzynką", który jak zwykle przywiózł ze sobą Andrzej z allday'a. Całość bardzo rozsądnie rozbita na 2 dni aby się za bardzo nie spinać i nie gonić ze wszystkim jak to się często zdarza na imprezach jednodniowych. Z Warszawy wyruszyliśmy w dość szerokim składzie bo poza mną, Patisonem i Cyrylem tym samym pociągiem jechał Ząbi, Lewar z Wrocławia i trzech reprezentantów Ave teamu w postaci Sępa, Piro i Rondla. Było więc całkiem wesoło. Już w Białymstoku obczailiśmy jeszcze po drodze tutejszą skateplazę, która byłaby spoko gdyby banki nie miały pochylenia 45*, ale chyba byłem jedyną osobą której to przeszkadzało. I tak mają lepszą skateplazę niż my w Warszawie (bo nie licząc prawie-skateplazy na Marysinie nie mamy żadnej). Po dotarciu na miejsce musieliśmy zaraz wracać do hostelu aby zostawić graty (5,5 km w jedną stronę), potem trochę poczilowaliśmy pod parkiem, więc eliminacje amatorów mi umknęły. Potem były eliminacje pro, a jeszcze później hopy. Zanim rozegrano jednak bestrick nastąpiła nagła zmiana planów spowodowana meczem Polska : Czechy i mecz ten obejrzeliśmy sobie na rzutniku. Wynik jaki był wszyscy wiemy, do tego zrywający co jakiś czas obraz, komentarz Zimocha z radia wyprzedzający ten obraz o kilka dobrych sekund i padający przelotnie deszcz... Mimo to jestem w 100% pewien, że to była najlepsza strefa kibica nie tylko w Białym ale w całej Polsce! Obok brzdękały jakieś kapelki, kilku piłkarskich ignorantów latało na hopach, Chorzowski weteran Klaudek Kraska miał ze sobą grilla więc było co przygryzać do piwa, no i nasi dostający baty od Czechów. Bezcenne. Przed meczem było jeszcze sporo zabawy na pump-tracku (w tym kilka efektownych gleb pana red. nacz. bunnyhopa, Kuby B.) a po jego zakończeniu wspomniany best-trick. Wyróżnieni zostali Oskier i Dymek, a mimo panujących ciemności (trochę rozświetlonych przez halogeny) poleciały takie triki jak frontflip, decade czy double tailwhip. Potem miał być after w jakimś klubie, nawet się z Cyrylem mieliśmy zbierać ale ostatecznie nie poszliśmy. I dobrze, bo jak się okazało wszyscy i tak zostali na hopach. Drugi dzień to finały i jam na skrzynce, który został przeniesiony z dnia pierwszego. W amatorach pierwsze miejsce zajął oczywiście Dymek (dziwi mnie, że nie startował w pro tak jak na bmx dayu), drugi był Kamil Raczkowski a trzeci Bartosz Czołpik. Prawdziwe emocje zaczęły się jednak w finale pro do którego awansowało aż trzech weteranów (obok wspomnianych Ząbiego i Klaudka lokalny wymiatacz Afro) i trzeba przyznać, że dali radę. Ząbi powrócił po dłuższym czasie do pierwszej dziesiątki zawodów, Klaud przypomniał wszystkim jak wyglądają triki takie jak g-turn i 540 nosepick, a Afro zaliczył chyba najpłynniejsze przejazdy ze wszystkich, klejąc turndowny, lookbacki i onefoot table pod samym sufitem. Wygrał Oskier, drugi był Skejcik (o ile się nie mylę pierwsza flara z barspinem podczas zawodów w PL - nice!) a trzeci Piret, który ostatnio nam jakoś zniknął. Z Piretem oczywiście zawitał Wróbel i mimo niedawno złamanego nadgarstka w swoim stylu spróbował transfera typu "on sobie chyba robi jaja". Ku zaskoczeniu wszystkich doleciał z nowej przeszkody na lądowanie drugiego z jump-boxów, ale najpierw się podparł a przy ostatniej próbie wjechał w ścianę. Tak czy inaczej szacun bo ostatnio brakowało mi takich wariackich lotów na polskich zawodach. Jam na skrzynce wygrał Sęp kombinacją barpin to manual to hang 5 na boxie, whiplash out. Iwo z Patisonem coś tam jęczeli, że jam na grindboxie wygrało kombo bez grinda, ale trudno. Zawody były jak najbardziej udane i jak tylko się uda zawitam do Białegostoku również w przyszłym roku bo wiem, że się nie zawiodę. Świetna atmosfera, bez niepotrzebnej spiny, dobre towarzystwo i brak niepotrzebnego hype'u wycelowanego w dzieciarnię. To lubię. Spodziewajcie się też relacji video-podcastu która powinna pojawić się na dniach (tym razem może będzie trochę więcej jazdy w stosunku do gadania).

piątek, 8 czerwca 2012

Foty rzut drugi

Kolejna porcja zdjęć z ostatniego czasu.

Krzysiek - downside tailwhip, Płowiecka bank
Krzysiek - downside tailwhip, Płowiecka bank
Stasiek - whiplash, podstawówka
Stasiek - whiplash, podstawówka
Stasiek - cross-handed jedi (?), podstawówka
Stasiek - cross-handed jedi (?), podstawówka
Stasiek, Mateusz - podstawówka
Stasiek, Mateusz - podstawówka
Gimbo Slice, placyk
Gimbo Slice, placyk

niedziela, 3 czerwca 2012

Rembertowskie bary

Tym razem trochę monotematycznie...

niedziela, 13 maja 2012

Starość II...

Do grona "ćwiartkowiczów" dołączył też Patison. Nie lubimy go, więc zamiast jakiegoś namacalnego prezentu dostał ten oto edit.

poniedziałek, 7 maja 2012

Starość...

Przedwczoraj stuknęła mi ćwiartka. Dużo to czy mało? Wychodząc na rower z małolatami czuję się stary, ale patrząc na ludzi takich jak np. Rob Ridge wierzę, że jeszcze trochę przede mną... Poniżej prezent od Rosoła, czyli oficjalny RBC signatured bike.

środa, 18 kwietnia 2012

Bmx Podcast Video #1

Taki tam owoc mojej współpracy z ekipą bmxpodcast. Pomysł narodził się kilka dni przed imprezą Bmx Day. Chodziło o to, aby zrobić coś w stylu video-reportażu, utrzymanego nieco w klimacie wcześniejszych podcastów (głównie za sprawą prowadzących). Krótkie rozmowy z zawodnikami, organizatorami, sędziami itp. Mało jazdy, tylko jako przerywniki - od podziwiania trików macie inne relacje (polecam choćby tę od Usza). Tutaj miało być... inaczej. Bez spiny, na luzie tak aby sobie pogadać. Czy się udało? Mnie akurat ciężko się na ten temat wypowiadać, ale główne założenia zostały chyba spełnione. Zawsze jednak mogło być lepiej... Z mojej strony mogę przeprosić za piękny syf widoczny na obiektywie co widać niestety w dużej części ujęć. Mieliśmy też mieć do dyspozycji statyw - nie mieliśmy. Początkowo nie było także gąbki do mikrofonu co niestety słychać w rozmowie z Dzięciołem. Jakość obrazu: tutaj niestety siła wyższa. Materiał źródłowy wyglądał naprawdę nieźle (nie licząc finału pro i ostatnich wywiadów - kiepskie światło i trochę szumów się pojawiło). Niestety wyeksportowanie 40 minutowego materiału Full HD w formacie innym niż WMV przerosło możliwości mojego komputera (a właściwie każdego sprzętu na 32 bitowym systemie - brakło ramu...). Parę ujęć z parku zalatywało też nieco parkinsonem, ale wydaje mi się, że jak na bieganie między przeszkodami bez żadnego statywu stabilizującego i tak wyszło całkiem znośnie :) Co do reszty ekipy... Wiadomo, pierwszy raz to i trudno ustrzec się błędów, ale chyba nie ma co się chłopaków czepiać. Dali radę.
Może następnym razem lepiej wcześniej pomyśleć nad pytaniami, szybciej ogarnąć sprzęt do nagrywania, czy też zadbać o odpowiedni komputer do renderingu... Ale to może kiedyś, jeśli pojawi się kolejny odcinek (a pojawi się jak będzie na niego zapotrzebowanie, dlatego zarówno ja jak i reszta ekipy czekamy na Wasze opinie).

Patison już napisał w opisie filmu na youtubie o pewnej pomyłce w "creditsach". Od siebie dodam, że nie jestem aż takim dyletantem. Jestem po prostu leniem, który listę zwycięzców żywcem skopiował ze strony Bmx Day - stąd i całe nieporozumienie :)

piątek, 13 kwietnia 2012

o gwarancji słów kilka...

Kupiłem sobie korbę. Profile GDH, chrom - klasyka, tylko ramiona krótsze, bo 165 mm. Nową, ze sklepu. Jak to bywa z profilem było trochę srania się z założeniem ramion na oś, ale nieważne... Korba złożona (wszystko tak jak trzeba czyli "profajl toolem" a nie wielkim młotem), patrzę i:

Tak, odpadający chrom. Ktoś zaraz powie, że chuj tam w chrom. A ja powiem, że płacę to wymagam. Oczywiście korba kupiona w UK, więc szanse na jakieś sensowne załatwienie sprawy były marne, ale spróbować można. Wysłałem powyższą fotkę do winstanleysbmx (sklep w którym dokonałem zakupu) oraz do przedstawicielstwa profile'a na Europę. Odpowiedź łatwa do przewidzenia: odeślij, my obejrzymy i ewentualnie wyślemy nowe ramię - czyli w najlepszym wypadku musiałbym zapłacić za wysyłkę paczki do Anglii a w najgorszym także za tą z powrotem do Polski i oczywiście zostałbym z tym samym, spieprzonym ramieniem. Bez sensu. Wysłałem jednak jeszcze jednego maila: do Shane'a Waneka - człowieka który zajmuje się rozpatrywaniem gwarancji w profile'u US&A. Odpowiedź była jeszcze prostsza niż dwie poprzednie: "podaj adres, wyślę nowe". Trochę to trwało (prawdopodobnie jedna paczka zaginęła...), ale dzisiaj otrzymałem taką oto przesyłkę z Florydy:
Niby nic, ale ja tam się jaram. Nic nie musiałem wysyłać (tylko zdjęcie + skany paragonu, karty gwar. itp, ale to chyba oczywiste...), nic nie musiałem płacić, żadnego pierdolenia, że na pewno z mojej winy...
Można z tego wysnuć dwa wnioski. Po pierwsze profile ma spoko podejście do klientów (czego niestety nie da się powiedzieć o wszystkich firmach - zwłaszcza tych "made in Taiwan"). Po drugie warto kłócić się o swoje nawet jeśli chodzi o "głupi chrom". Mogłem to olać - korba w końcu nic nie straciła na swojej funkcjonalności. Jednak tak jak napisałem wcześniej: płacę = wymagam. Fajnie, że producent potrafi walnąć się w pierś, przyznać, że spieprzył sprawę i przede wszystkim coś z tym zrobić. Małe a cieszy...

niedziela, 8 kwietnia 2012

dobra mina do złej gry, dobry mjuzik do chujowego życia...



Right here, all by myself
i ain't got no one else
the situation is bleeding me
there's no relief for a person like me

Depression's got a hold of me
depression-i gotta break free
depression's got a hold of me
depression's gonna kill me

I ain't got no friends to call my own
i just sit here all alone
there's no girls that want to touch me
i don't need your goddamn sympathy

Depression's got a hold of me
depression-i gotta break free
depression's got a hold of me
depression's gonna kill me

Everybody just get away
i'm gonna boil over inside today
they say things are gonna get better
all i know is they fuckin' better

Depression's got a hold of me
depression-i gotta break free
depression's got a hold of me
depression's gonna kill me

Depression's got a hold of me
depression-i gotta break free
depression's got a hold of me
depression's gonna kill me