sobota, 27 października 2012
Punk-rock jest czarny, czyli muzyczne wspominki #1
poniedziałek, 22 października 2012
Królik i ec4, czyli jesienne jamowanie
Jeżeli druga edycja jamu z królika była słabo nagłośniona, to co powiedzieć o tej na ec4? Jasne, Witek coś nam wspominał już na Balticach, że jam, że w listopadzie... Tymczasem wypadło na drugą połowę października a info pojawiło się praktycznie tylko na fanpejdżu łódzkich trailsów i na bunny hopie (dzień przed imprezą). Ale czy to ważne? Ci co mieli się dowiedzieć i tak się dowiedzieli i chociaż w porównaniu z imprezą sprzed tygodnia frekwencja nie była oszałamiająca to nie ma co narzekać. W planach nie było żadnych contestów, zawodów, nagród. Po prostu zwykłe trailsowanie, jazda po pumptracku a na koniec ognicho. I git. Pogoda do biwakowania była świetna, jako że chłopaki wstrzelili się w chyba najcieplejszy październikowy weekend. Ze skakaniem było trochę ciężej bo hopy nie do końca wyschły ale Wróbel a także lokalsi z Witkiem i Bączkiem na czele latali aż miło. Od siebie dodam, że ogrom ec4 trails niemal zwalił mnie z nóg. Widziałem wcześniej zdjęcia, filmiki itp. ale wrażenia na żywo są jeszcze lepsze. Nie będę teraz opisywał co i jak bo Witek wam to wszystko przedstawi w poscastowym materiale który nakręciliśmy i który mam nadzieję, że wjedzie na serwery szybciej niż te poprzednie. Szkoda, że nie mieliśmy jakiegoś reflektora aby nagrać to co działo się w nocy. Szalona jazda po pumptracku w egipskich ciemnościach i wybuchający kanister z benzyną na nagraniach obecne są raczej tylko jako audio i chociaż ten ryk potępieńców na pewno robi wrażenie to nawet w najmniejszym stopniu nie oddaje szaleństwa tamtego wieczoru. W niedzielę jeszcze trochę ponagrywaliśmy, Wróbel rozwalił sobie kolano (mam nadzieję, że nic poważnego), Bączek cierpliwie wypełniał nasze polecenia latając cała trasę z milion razy abyśmy mogli jak najlepiej przedstawić ją na filmie... I to w zasadzie wszystko. Pozdro dla chłopaków za zbudowanie tak fantastycznego spotu własnymi rękami, dla Bączka za gościnę i pyszne śniadanie i dla wszystkich którzy się tam pojawili i stworzyli mega atmosferę.
piątek, 12 października 2012
poniedziałek, 8 października 2012
Nic nie może przecież wiecznie trwać...
Powyższy filmik jest całkiem zabawnie zmontowany i potrafi poprawić humor. Problem w tym, że te opary absurdu sączące się z ekranu są jak najbardziej prawdziwe. Tak jest: sprytny zarządca skateparku wymyślił sobie że zaoszczędzi na takim banale jak magazyn w którym można upchnąć wszystkie swoje graty. Przecież pomiędzy przeszkodami jest wystarczająco miejsca aby ten cały stuff przezimować. Kiedyś czymś zupełnie dla mnie niezrozumiałym była sama konstrukcja rodzimych skateparków. Nawet gdzieś w czeluściach tego bloga możecie znaleźć zdjęcia takich potworków z przeszkodami do kolan, bankami pod kątem 45* czy też tzw. mini-veratmi (szerokość minirampy, kąty jak na vercie)... Pod tym względem sporo się zmieniło. I chociaż dalej można zaobserwować tendencje do stawiania małych skateparków w każdej dzielnicy czy małych miasteczkach, zamiast jednego większego, krytego, lepszego... To jednak jest lepiej niż było. Oczywiście przez te wszystkie śmieszne atesty obiekty te są niewspółmiernie drogie a kilka firm ma praktycznie monopol. Pomimo tego skateparki przestały wyglądać tak jakby były tworzone na złość jeżdżącym. "Chcieliście skatepark? No to macie a teraz płaczcie!" Dlatego bazowo te kilka krytych parków w Polsce nie prezentuje się aż tak źle. Oczywiście, taka jutrzenka nie jest zbyt dobrze rozplanowana jeżeli ktoś nie jest parkowcem i nie obraca się w lewo, ale ten problem wydaje się śmieszny kiedy popatrzymy na odpadającą sklejkę i odstające kątowniki. Nowy kamuflage skatepark w blue city jest mniejszy niż jego poprzednik, przeszkody są typowo pod dechę, zresztą rowerom i tak wstęp wzbroniony*. Słabo? To i tak nic, spójrzcie na cennik (20 zł/dzień w soboty i niedziele!). Do czego zmierzam: kiedy doczekaliśmy się miejsc w których da się jeździć/dałoby się jeździć przy regularnych remontach, pojawia się inny problem, którym jest umiejętne zarządzanie takim obiektem. Niestety, wkrada się wtedy typowo polska pazerność. Ponieważ krytych, całorocznych skateparków jest wciąż mało to po co się wysilać? Nie trzeba dodawać nowych przeszkód, nie trzeba naprawiać tych starych (do momentu aż ktoś sobie nie zrobi krzywdy, ale przecież nie zrobi, prawda?). Można też zatrudnić najdurniejszego ciecia na świecie aby tego burdelu pilnował (pozdro dla pana z Wrocławia, który pracował tam w okolicach 2007 roku o ile nie pracuje tam dalej). Klient może być traktowany jak gówno bo przecież nie pójdzie brodzić swym rowerem w śniegu po pas. W lato natomiast jak bumerang wraca tutaj temat streetu jako braku alternatywy w postaci skateparków. Oczywiście często są to takie wygodne tłumaczenia streetowców którzy nawet gdyby mieli najlepsze skateparki to i tak szlifowaliby poręcze i murki na mieście. Z drugiej strony faktycznie szkoda kasy (a często także zdrowia) aby jeździć na rozpadającej się jutrzence czy lawirować między krzesłami ogrodowymi i go-kartami na pedały w Myślęcinku. Za chwilę przyjdzie zima i nie będzie takiego wyboru a chciwi właściciele tych przybytków już zacierają ręce. Pytanie czy kiedyś się to zmieni? Nie, dopóki nie zmieni się nasza polska mentalność. Nastawienie na krótkotrwały szybki zysk i pozostawianie za sobą zgliszczy to droga donikąd. Wydymasz ludzi raz, dwa a co potem? Zarobisz tyle hajsu aby zacząć jakiś nowy intratny biznes polegający na przycinaniu "frajerów" ale wśród pewnej grupy będziesz już skończony. A jak powinie ci się noga to leżysz i nikt z tych wydymanych ci ręki nie poda. Co jednak zrobić gdy przykład idzie z góry?
*- tutaj akurat ma się coś tej zimy zmienić. Warszawski instytut bmx i bunny hop szykują też jakiś jamik na tę okazję. Ząbi pisał coś na fejsie o 13 października ale na razie brak jakiś konkretów, więc śledźcie powyższe stronki bo niebawem powinno się coś pojawić.
sobota, 29 września 2012
Parę słów (i ruchomych obrazków) po Baltic Games
Do Trójmiasta pojechałem razem z Cyrylem i Witkiem w czwartek, czyli w pierwszy dzień imprezy. Przez wspaniały plan dojechania na miejsce o jakieś marne 10 zł taniej niż bezpośrednim ekspresem, utknęliśmy w Olsztynie gdzie mieliśmy przesiadkę. Sam za tym planem obstawiałem, więc tym bardziej poirytowany siedziałem na skąpanym słońcem peronie wyczekując pociągu który zabierze nas do Gdańska. Peronie na stacji widmo wypadałoby dodać, bo poza panią w małym sklepiku nie było tam nikogo z obsługi. Dlatego też bez obaw o sokistów Witek naznaczył kołami dworcowe budynki a Cyryl sprawdził wytrzymałość krawędzi peronu grindami. Mimo godzinnego opóźnienia byliśmy jednak na czas bo organizatorzy imprezy poszli nam na rękę fundując wszystkim jeszcze większą obsuwę. Pierwszego dnia nie było zbyt wielu ludzi ale to zrozumiałe. Mieliśmy w końcu czwartek a w planach były jedynie kwalifikacje oraz trening zaproszonych zawodników gdzieś pod wieczór. Mimo to skatepark przed Ergo Areną, stoiska proletaryatu, allday, dartbmx (nie mylić z dartmoorem!) i innych, wielka poducha w którą można było cisnąć flipy, trampbike od ave i inne atrakcje już wtedy cieszyły się całkiem niezłym zainteresowaniem. To pewnie byłoby większe gdyby nie padający co jakiś czas deszcz, ale na szczęście kolejne dni były już słoneczne. Wróćmy jednak do zawodów i pierwszej rzeczy przez którą poczułem się zawiedziony: nigdzie nie było rozpiski kto i w jakiej kolejności startuje w kwalifikacjach. Tzn. ok, rozpiskę taką mieli Jamaj z Catfishem (tak jest, z tym Catfishem!) oraz czwórka sędziów (Łowka, krakowski Maciek freecoasterowiec, Maniek z Pzn i Suszczen jakby to kogoś interesowało). Czy raczej dwie rozpiski, bo ponoć były tam pewne rozbieżności. Trochę słabo to wygląda kiedy porównamy Baltic Games do Simple Session gdzie już na kilka dni przed imprezą można sobie takie rzeczy spokojnie sprawdzić w necie. Dlaczego odnoszę się do SS? Bo odwoływanie się do jakichkolwiek innych zawodów organizowanych nad Wisłą chyba nie ma tak naprawdę sensu. Przyznam, że były to moje pierwsze Baltici więc nie wiem jak było w poprzednich latach. Wiem jednak, że w tym roku miało już być konkretnie, z pompą, "światowo" (a przynajmniej "europejsko"). To dlatego po raz pierwszy BG miało miejsce w hali, park był większy, bilety kosztowały więcej (ja akurat wlazłem za free, więc nie będę się wypowiadał czy cena była adekwatna czy też nie), na majku szalał Catfish a wszystko to wspierał monster energy który przywiózł ze sobą takie persony jak Greg Illingworth (RPA), Kevin Peraza (USA) czy przede wszystkim wabik na wszystkie

piątek, 28 września 2012
poniedziałek, 24 września 2012
Takie tam z basenu
a tutaj mały bonus na którym możecie podziwiać taneczne talenty Krzyśka i jego kolegów (a także jakiś fragment nieistniejących już Witkowych dirtów o ile mnie oczy nie mylą - świeczka dla hopek => [*]).
EDIT: tym wpisem pobiłem rekord z 2008 roku (pierwszy ze stroną w obecnej formie). 23 wpisy a mamy dopiero wrzesień! Wiadomo, że połowa z nich średnio ma jakiś związek z rbc ale przynajmniej coś się dzieje.
niedziela, 23 września 2012
Basen - nowy (stary) RBC spot?

Młody narybek postanowił reaktywować bank na nieczynnym odkrytym basenie który mam jakieś 100 metrów od domu. Już kiedyś trochę się tam jeździło, ale wciąż przybywające potłuczone butelki, często zalegająca woda i gromadząca się tam żulernia na jakiś czas skutecznie udupiły ten spot. Jak będzie tym razem? Ja na razie i tak nie mogę jeździć, ale kibicuję chłopakom aby na dobre ogarnęli to miejsce.
piątek, 7 września 2012
Bmx Podcast Video#4 (Master Musztarda Jam vol. 8)
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
...I po Musztardzie
* - wiem, że gdyby mu się udało to wylądowałby w oceanie, trochę na wchód od Nowej Zelandii, ale nie chciałem odbierać mu nadziei.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
